
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przypuszcza kolejny atak na Muzeum ,,Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II w Toruniu. Resort złożył kolejny pozew do sądu
Pozew dotyczy unieważnienia umów zawartych przez ministerstwo z Fundacją Lux Veritatis w związku z budową Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu. Resort domaga się też zwrotu 210 mln zł z odsetkami na rzecz Skarbu Państwa. Jak zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mec. Karol Prawda, pełnomocnik Fundacji, ruch MKiDN nie jest czymś, co zaskoczyło Fundację. – Spodziewaliśmy się tego, choć biorąc pod uwagę zakres blamażu ministerstwa przy składaniu poprzedniego pozwu, można się było zastanowić, czy MKiDN nie zdecyduje się jednak na wycofanie swoich żądań. Fundacja uznaje je za absolutnie nieuzasadnione i wynikające wyłącznie z chęci dostarczenia społeczeństwu politycznych igrzysk. To kolejna odsłona nagonki na Fundację, o. dr. Tadeusza Rydzyka CSsR, a szerzej – uderzenie w katolików w Polsce. Tę sprawę można polubownie zamknąć, nawet teraz – po wniesieniu pozwu. Jednak rządzący nie są tym zainteresowani. Oni za wszelką cenę chcą zniszczyć Muzeum – mówi nam adwokat.
Tę opinię podziela również prof. Janusz Kawecki, przewodniczący Zespołu Wspierania Radia Maryja w służbie Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu, który nie ma wątpliwości, że należy się przeciwstawiać tak wyraźnemu dyskryminowaniu katolików przez obecnie rządzących, jakim jest atak wymierzony w Muzeum „Pamięć i Tożsamość”. – Cały czas zbieramy podpisy w obronie Muzeum. Mimo że do MKiDK wpłynęło ich już ponad pół miliona, to nasz sprzeciw nie może ustawać. Pokażmy rządzącym, że jest nas jeszcze więcej. Oni chcą zniszczyć pamięć o przeszłości, na której budujemy naszą polską, katolicką tożsamość. Pamiętajmy, że bez tego nie możemy planować przyszłości – zaznacza nasz rozmówca.
Mimo że Muzeum „Pamięć i Tożsamość” zostało oficjalnie otwarte w 2023 r., to obecna władza robi wszystko, aby nie tylko nie została ukończona praca nad wystawą stałą placówki, ale aby ta instytucja kultury została zlikwidowana. – Pierwsze kroki prawne poczyniono już w grudniu ubiegłego roku. W pozwie skierowanym do sądu przeciwko Fundacji Lux Veritatis oraz Muzeum „Pamięć i Tożsamość” domagano się ustalenia nieważności umowy o utworzeniu instytucji kultury. Nie dość, że pozew okazał się bublem prawnym z racji błędów formalnych w nim zawartych, to jeszcze – co najważniejsze – zasadzał się na nieprawdziwych informacjach, że rzekomo Muzeum, jako państwowa instytucja kultury, straciło prawo do tego, aby użytkować nieruchomość, w której działa – przypomina mec. Karol Prawda.
W międzyczasie nastąpiły dwie próby ugody między stronami, które zakończyły się fiaskiem, ponieważ MKiDN za każdym razem odrzucało propozycje Fundacji. – I teraz mamy do czynienia z kolejną odsłoną działań resortu. Pozew, który wpłynął do sądu, podtrzymuje dotychczas formułowane żądania, czyli właśnie unieważnienie umów zawartych pomiędzy ministrem kultury a Fundacją, oraz zasądzenie kwoty 210 mln zł z odsetkami na rzecz Skarbu Państwa – informuje prawnik. Jak przyznaje, jest to całkowicie bezzasadne. MKiDN twierdzi, że pozew do sądu został złożony „wobec braku woli do zawarcia ugody ze strony Fundacji Lux Veritatis ws. budowy Muzeum Pamięć i Tożsamość w Toruniu”. Ale jednocześnie przedstawiciele ministerstwa przyznają, że w zasadzie natychmiast po odrzuceniu przez resort propozycji Fundacji, czyli 3 miesiące temu, zlecono sporządzenie pozwu. Zatem, jak przyznaje mec. Karol Prawda, nie ma mowy o braku woli porozumienia ze strony Fundacji. Mamy tu raczej do czynienia z zaplanowaną akcją rządzących i forsowaniem kłamliwej narracji uderzającej w Fundację. – Od początku nasze działania opierają się na odpieraniu kłamstw pod adresem Fundacji. Sprawa budowy Muzeum jest czysta. Ministerstwo cały czas prowadzi narrację o rzekomej nieważności umowy o jego utworzeniu. My cały czas jesteśmy gotowi na ugodę. Przedstawiliśmy, już dwukrotnie, bardzo rozsądną ofertę dotyczącą ustanowienia hipoteki. Miałaby ona dodatkowo chronić Skarb Państwa. Gwarantowałaby ministerstwu, że nie poniesie żadnych strat, nawet w sytuacji, gdyby placówka przestała działać. Kwota takiej hipoteki miała odpowiadać wysokości środków, jakie resort wydał na budowę Muzeum. Jednak ministerstwo wyłącznie pozoruje chęć zawarcia ugody. W rzeczywiści dąży do likwidacji Muzeum. Po to przecież za wszelką cenę chce doprowadzić do unieważnienia umowy – wyjaśnia nam mec. Karol Prawda.
Polityczny atak
O perfidnych zamiarach resortu kultury, który jako swój cel obrał sobie zniszczenie placówki kulturalnej odwołującej się do dziedzictwa i myśli św. Jana Pawła II, mówi „Naszemu Dziennikowi” Jarosław Sellin, poseł PiS, były wiceminister kultury w rządzie Zjednoczonej Prawicy. – Dziwię się, że ministerstwo brnie w ten polityczny atak i już od dwóch lat atakuje dobrą inicjatywę zbudowania Muzeum opowiadającego o historii Polski z perspektywy tego, jak widział tę historię najważniejszy Polak tysiącletniej historii naszej Ojczyzny. Przypomnę, że Polacy są zgodni co do tego, że Karol Wojtyła, a potem Jan Paweł II był najważniejszym i największym z Polaków w całej tysiącletniej historii Polski. Dlatego inicjatywa utworzenia Muzeum „Pamięć i Tożsamość” jest jak najbardziej pożyteczna i potrzebna – wskazuje. Nie ma żadnych wątpliwości, że MKiDN kierowane przez Piotra Glińskiego podjęło słuszną decyzję o wsparciu inicjatyw. Przypomina, że współprowadzenie jednostki kulturalnej resortu kultury i podmiotu niepaństwowego jest powszechną praktyką w Polsce. A to przecież stanowi jeden z zarzutów względem Fundacji i Muzeum. – Chciałbym, żeby obecne kierownictwo ministerstwa kultury zaniechało tej niepotrzebnej agresji czy ataku na tę inicjatywę, bo ona jest pożyteczna i potrzebna – akcentuje. Przypomina jednocześnie, że w tym roku obchodzimy 20. rocznicę śmierci św. Jana Pawła II. – Mam takie poczucie, że jako państwo, jako Naród, nie wszystko zrobiliśmy dla utrwalania i rozpowszechniania dziedzictwa tego największego Polaka w historii, nie tylko w kraju, ale i w świecie. Dlatego takie inicjatywy jak Muzeum „Pamięć i Tożsamość” mają to wspomagać. Ubolewam, że nadal takich dzieł nie jest zbyt dużo, a jeśli są, to zamiast je wspierać, państwo polskie je niszczy – podnosi. I ocenia, że pobudki, jakimi kierują się rządzący, to wyłącznie polityczna kalkulacja obliczona na pozyskanie elektoratu lewicowego. – Rząd taką agendą próbuje się lansować. W ponad 30 programach grantowych, którymi dysponuje minister kultury, inicjatywy, pomysły lub organizacje, w których się pojawia nazwa świadcząca o rysie chrześcijańskim, mają bardzo małe albo żadne szanse otrzymania grantu. Natomiast różne lewicowe, czy wręcz lewackie inicjatywy są traktowane jak najbardziej życzliwie. Dlatego trzeba jasno podkreślić, że mamy do czynienia z władzą, która patrzy na te rzeczy bardzo jednostronnie – przyznaje.
Tego samego zdania jest prof. Janusz Kawecki. – Przecież te pieniądze, jakie Muzeum otrzymało, pochodzą z budżetu państwa, na który składamy się także i my, katolicy, po to, aby państwo polskie spożytkowało nasze środki w sposób właściwy. A dziś te pieniądze mają być odebrane Muzeum. To przecież instytucja kultury, która ma budować świadomość patriotyczną naszego Narodu. Dlatego atakowanie tej inicjatywy jest niebywałym skandalem – nie ma złudzeń.
I przypomina, że naszym obowiązkiem jest nie tylko stanięcie murem za Muzeum, lecz także punktowanie kłamstw szerzonych przez lewicę. – Wszyscy podpiszmy się pod protestem i wysyłajmy go do ministerstwa. Skorzystajmy z formularzy do zbiórki podpisów publikowanych na łamach „Naszego Dziennika”. Ale też wydrukujmy sobie raport przygotowany przez Zespół Wspierania Radia Maryja, w którym znajdują się argumenty obnażające narrację i zarzuty MKiDN. Niech to będzie nasza cegiełka wpierająca to piękne dzieło. Pamiętajmy, że rodzina Radia Maryja jest rodziną apostolską. Dlatego nie bójmy się wyjść do innych i mówić prawdę – zachęca prof. Janusz Kawecki.
„Teraz ten dom aukcyjny powinien po pierwsze wycofać się z planu handlowania takimi rzeczami, a właściciel powinien też zreflektować i uznać, że takimi rzeczami się nie handluje, tylko się przekazuje do właściwiej instytucji” - mówi dla wPolityce.pl Jarosław Sellin, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, komentując sprawę wycofania się niemieckiego domu aukcyjnego z planowanej aukcji pamiątek i dokumentów po więźniach obozów koncentracyjnych.
Ze stron domu aukcyjnego Ulrich Felzmann GmbH & Co zniknęła zapowiedź jutrzejszej licytacji pamiątek i dokumentów po więźniach obozów koncentracyjnych. Stało się to dwie godziny po tym, jak prezydent Karol Nawrocki zareagował na zaplanowaną sprzedaż.
Bulwersująca historia
Sprawę komentuje dla wPolityce.pl Jarosław Sellin, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.
Polityk zwraca uwagę, że najbardziej interesujące w tej sprawie jest to, że nie wiadomo, kto tak naprawę sprzedawał te przedmioty, ponieważ jedyne informacje, które docierają z mediów to to, że była to „osoba prywatna”.
Najbardziej bulwersujące jest to, że ktoś to ma, tym handluje i chce na tym zarabiać, zamiast oddać to do właściwych instytucji, które dbają o pamięć o ofiarach. Jest to bardzo zastanawiające — wskazuje.
W każdym obozie koncentracyjnym czy obozie zagłady - z tych dużych - jest muzeum, które z takich zbiorów czy takich dokumentacji bardzo by się ucieszyło, zinwentaryzowało, chroniło, udostępniało naukowcom. Takie rzeczy powinno się po prostu do takich instytucji oddawać— dodaje.
Jarosław Sellin podkreśla, że w sprawie tej doszło do dwóch niemoralnych działań.
Prywatny właściciel, który tak się zachowuje i dom aukcyjny, który postanawia takimi rzeczami handlować — podkreśla.
Presja ma sens
Poseł PiS zwraca uwagę, że w jego ocenie prawidłowo na całą sprawę - jeszcze zanim doszło do wycofania się z aukcji - zareagował prezydent Karol Nawrocki.
Jarosław Sellin wskazuje, że skoro dom aukcyjny zdecydował się na rezygnację z aukcji, to oznacza, że oburzenie opinii publicznej przyniosło rezultaty.
Teraz ten dom aukcyjny powinien po pierwsze wycofać się z planu handlowania takimi rzeczami, a właściciel powinien też zreflektować i uznać, że takimi rzeczami się nie handluje, tylko się przekazuje do właściwiej instytucji— mówi.
Jak poinformował dyrektor Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa Jarosław Misztal, w Marszu Niepodległości wzięło udział około 100 tysięcy osób. - Cieszę się, że przeszedł taką drogę, czyli od marszu absolutnie wypychanego na margines, odsądzanego od czci i wiary, poza głównym nurtem, a dzisiaj bierze w nim udział prezydent Rzeczypospolitej - mówił w "Pulsie Trójki" Wojciech Machulski (Konfederacja). Gościem radiowej Trójki był również Jarosław Sellin (PiS).
Zdaniem Machulskiego, obecność prezesa PiS nie jest jednoznaczna z deklaracją o współpracy tego ugrupowania z Konfederacją
Sellin podkreślił, że polska prawica powinna się zjednoczyć, by wygrać przyszłe wybory i zmienić wspólnie konstytucję
Podczas Marszu Niepodległości organizowanego przez środowiska narodowe obowiązywał wprowadzony przez wojewodę zakaz wnoszenia oraz używania materiałów pirotechnicznych. Rzecznik Komendanta Stołecznego Policji Robert Szumiata przekazał, że policja zatrzymała 40 osób, a wśród nich znalazły się osoby poszukiwane listami gończymi. - Organizatorzy marszu zawsze mówią, że każdy, kto uważa się za polskiego patriotę, który chce suwerennego i silnego państwa, jest na ten marsz zaproszony, więc nie ma tam selekcji, kto może przyjść, a kto nie - podkreślał Machulski.
Polityk skomentował również obecność na wydarzeniu Jarosława Kaczyńskiego, który nie pojawia się na nim każdego roku. - Nie wiązałbym tego z żadnymi deklaracjami politycznymi. Dzisiaj na prawicy jest rywalizacja. (...) Prezes Kaczyński chyba na każdej swojej konferencji prasowej i wiecu wspominał o Sławomirze Menzenie i Konfederacji. My chcielibyśmy mówić jak najwięcej o fatalnym rządzie Donalda Tuska, ale każdy dzień przynosi nowe wypowiedzi polityków PiS-u o Konfederacji i to, że byliśmy na jednym marszu, nie wiązałbym z polityczną deklaracją. Mam nadzieję, że prawica będzie coraz silniejsza, dlatego że rządy Donalda Tuska pokazują, że ta lewicowa strona sceny politycznej nie ma pomysłu na to, jak zmieniać Polskę - ocenił.
Kaczyński chciał zagarnąć wyborców Konfederacji?
Jarosław Sellin stwierdził, że obecność prezesa PiS była zmotywowana oddaniem chwały "środowisku narodowemu, które wymyśliło dobrą formę obchodów najważniejszego polskiego święta". - Tam chodzą nie tylko organizatorzy związani z ruchem narodowym, czy z Konfederacją, ale po prostu polscy patrioci, którzy uznali, że ta forma jest fajna. Im się podoba, że z tymi flagami, z dziećmi, z całymi rodzinami, z transparentami, z kotylionami itd. idziemy na ten marsz. W ten sposób demonstrujemy swój patriotyzm. To po prostu się udało, to chwyciło. W związku z tym wydaje mi się, że to jest miejsce, gdzie każdy, kto podziela uczucia patriotyczne i chce święto narodowe godnie obchodzić, może się odnaleźć - kontynuował. Poseł zaznaczył, że Jarosław Kaczyński "nigdy nie miał złego zdania o samym marszu".
Gość Polskiego radia podzielił zdanie swojego przedmówcy, mówiąc, że polska prawica będzie się umacniać i odsunie "nieudolny rząd lewicowo-liberalny od władzy". - Prawica ma różne barwy. Ja będę pracował na jak najlepszy wynik Prawa i Sprawiedliwości, ale są też inne formacje prawicowe. Mam nadzieję, że ta fala wzmacniania poglądów konserwatywnych, czy prawicowych w społeczeństwie, bo ją widać, co pokazały wybory prezydenckie, będzie trwała i że przejmiemy odpowiedzialność za Polskę - wskazał. Sellin dodał również, że liczy na większość, która pozwoliłaby zmienić "sponiewieraną i zdeptaną w ostatnich dwóch latach" konstytucję.

Poseł Jarosław Sellin moderował panel sesji głównej Kongresu Programowego PiS w Katowicach pt. "Polska wspólnota – kultura i dziedzictwo narodowe, edukacja, polityka historyczna, migracja, rodzina, małe ojczyzny".