Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Artykuły i wywiady

28.01.2015 Gdańsk: Czy to tu tak naprawdę skończyła się II wojna światowa?

 

dziennikbaltycki1Prezydent Bronisław Komorowski chce, for sale aby 8 maja na Westerplatte odbyły się uroczyste obchody 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej z udziałem wszystkich europejskich przywódców. Lech Wałęsa: Westerplatte to bardzo dobry pomysł. Prezydent RP poinformował o tym w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", sildenafil mówiąc m.in.: - Data 8 maja w przejętej przez Rosję narracji ZSRR to czas triumfu. Nie wszystkim narodom Europy ten triumf przyniósł wolność. Doskonałym miejscem na taką ogólnoeuropejską refleksję powinno być Westerplatte, symbol początku II wojny światowej. Ta idea - jak można było się spodziewać - momentalnie podzieliła polską scenę polityczną. Politycy partii rządzącej przyklasnęli temu pomysłowi, ale opozycja mówi o prezydenckiej megalomanii i o niestosowności obchodzenia tej daty przez Polaków.

Jednym z pierwszych komentatorów idei gdańskich obchodów był Lech Wałęsa. Były prezydent, pytany w Radiu Gdańsk, odparł, że ten projekt spotkania na Westerplatte bardzo mu się podoba. Ale dodał: - Powinniśmy się spotkać w Europejskim Centrum Solidarności i powiedzieć o tym, że tu rozegrała się bitwa o Europę i świat, którą trzeba kontynuować i usuwać takie przypadki jak Ukraina i Rosja.

Podobnie na sprawę patrzy Jan Kozłowski, polityk Platformy Obywatelskiej. Jego zdaniem, takie obchody byłyby po raz kolejny okazją do przypomnienia, że II wojna światowa nie tylko zaczęła się w Gdańsku, ale tak naprawdę w Gdańsku się zakończyła. - Co prawda koniec wojny jest formalnie datowany na 8 maja 1945 roku, ale jej konsekwencje w postaci żelaznej kurtyny ciągnęły się aż do 1989 roku - tłumaczy. Kozłowski dodaje, że takie obchody z udziałem szefów unijnych państw byłyby ukłonem w stronę samej Unii Europejskiej, którą głównie postrzegamy przez pryzmat kasy. Warto byłoby jednak przypomnieć, że to dzięki temu politycznemu projektowi Europie przez 70 lat udawało się wojny unikać. - Obchody byłyby również okazją do zwrócenia uwagi na to, co się teraz dzieje na Ukrainie. Do powiedzenia, że po raz pierwszy w ciągu tych 70 lat wystąpiło tak poważne ognisko zapalne. Moglibyśmy pokazać, że tu świętujemy rocznicę zakończenia II wojny światowej i że Putina chętnie byśmy zaprosili, gdyby on nie prowadził swojej wojny - kończy Jan Kozłowski.

 

Inaczej na ten prezydencki pomysł patrzą politycy Prawa i Sprawiedliwości. Poseł Janusz Śniadek przyznaje, że dla niego ta informacja była sporym zaskoczeniem. Ale kiedy ją usłyszał, od razu poczuł niepokój, że tego rodzaju pomysł jest trochę rodzajem megalomanii. Że prezydent Komorowski ogłasza publicznie swoją intencję bez wcześniejszego, dyplomatycznego rozeznania szans powodzenia tego przedsięwzięcia. - Ta okrągła rocznica będzie z całą pewnością hucznie obchodzona przez państwa alianckie, wśród których Polska nie odgrywała żadnej roli. Żeby więc nie wyszło tak jak w tym porzekadle, że konie kują, a żaba nogę podtyka. Może się okazać, że na tę uroczystość w Polsce nikt ważny zaproszenia nie przyjmie. Że przyjedzie jakiś drugi polityczny garnitur. I wtedy raczej się ośmieszymy niż dodamy obchodom splendoru czy powagi - odpowiada.

 

Jarosław Sellin z Prawa i Sprawiedliwości mówi jeszcze ostrzej: - Po pierwsze, Polska w żaden sposób jako państwo nie powinna oficjalnie obchodzić rocznicy zakończenia II wojny światowej. Bo dla Polski skutki zakończenia tej wojny miały dopiero swój finał w 1989 roku. W maju 1945 roku zakończyła się straszna, mordercza okupacja niemiecka, ale zaczęło się zniewolenie sowieckie. Nie widzę więc powodu, dla którego państwo polskie miałoby w jakikolwiek sposób obchodzić tę rocznicę. My, jako Prawo i Sprawiedliwość, złożyliśmy nawet w Sejmie formalny wniosek o wykreślenie z kalendarza świąt państwowych tej właśnie rocznicy, bo ona ciągle w tym kalendarzu figuruje. Poseł Sellin dodaje, że pomysł prezydenta Bronisława Komorowskiego jest dla niego bardzo czytelny politycznie. I że ma związek z prezydenckimi wyborami, które najprawdopodobniej odbędą się 10 maja. - Taki zlot przywódców europejskich na dzień przed ciszą wyborczą miałby pokazać, jak Bronisław Komorowski wielkim przywódcą jest i jak jest honorowany przez ważnych tego świata - tłumaczy. Dlatego jak przekonuje poseł PiS, tu nie chodzi o żadne granie na nosie Putinowi, tylko o wybory. - Mam nadzieję, i nad tym będzie pracować całe moje środowisko, że to spotkanie 8 maja na Westerplatte stanie się spotkaniem pożegnalnym przywódców europejskich z prezydenturą Bronisława Komorowskiego - przepowiada Sellin.

 

Tymczasem idea obchodów na Westerplatte żyje głównie w mediach. Do Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku na razie żadna oficjalna informacja na ten temat nie dotarła. Roman Nowak, rzecznik wojewody Ryszarda Stachurskiego, powiedział tylko, że jeżeli Kancelaria Prezydenta RP zwróci się z prośbą o pomoc w organizacji tego przedsięwzięcia, to służby wojewody włączą się w przygotowania. Tak jak to miało miejsce w przypadku obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, które w 2009 roku również organizowano na Westerplatte.