Unijny instrument finansowy SAFE ma się opierać na emisji obligacji. Nabyć je na rynku pierwotnym – czyli bezpośrednio przy emisji – można wyłącznie za pośrednictwem członków sieci Primary Dealer Network Komisji Europejskiej. Nie ma w niej podmiotów finansowych z Polski. A więc pomimo tego, że Polska ma – w zamyśle – pożyczyć najwięcej, to nasze instytucje nie zarobią na sprzedaży obligacji. – W Europie trwa bardzo twarda, momentami wręcz bezwzględna walka o interesy gospodarcze. Polska w ostatnich latach rozwijała się szybko, wzmacniała swoją pozycję i to w wielu środowiskach budziło irytację. System ma wspierać kraje starej Piętnastki, i to robi. Unia Europejska to nie jest klub altruistów, ale miejsce, gdzie trwa naprawdę ostra rywalizacja o pieniądze i wpływy – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Gabriela Masłowska, członek Rady Polityki Pieniężnej. Na tej liście dominują podmioty z Niemiec i Francji. Znajdziemy też banki amerykańskie działające w Europie.
Propozycja Karola Nawrockiego – dotycząca SAFE 0 proc. – jest dużym problemem dla rządu Donalda Tuska – więc Bruksela już reaguje. Komisja Europejska wysyła sygnały, że jest „poważnie zaniepokojona” sytuacją w Polsce dotyczącą unijnego instrumentu SAFE. – Dla Komisji sytuacja jest o tyle trudna, że jak Polska utworzy pewien standard finansowania wydatków, to inne kraje mogą podążać tą drogą. I co wtedy? Komu będzie potrzebna Komisja Europejska? Kto będzie potrzebował całej armii urzędników? – akcentuje w rozmowie z nami prof. Mieczysław Ryba, politolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Bez wątpienia Wojsko Polskie potrzebuje nowego sprzętu i poważnych inwestycji. Kluczową kwestią jednak jest to, jak i gdzie pozyskać środki na ich realizację.
Przedłużająca się dyskusja o sposobach finansowania inwestycji nie służy Polsce. – Jesteśmy jednym z krajów najbardziej narażonych na potencjalne zagrożenie ze strony Rosji. Jeśli ktoś spojrzy na mapę Europy, zobaczy od razu, że w przypadku poważnej destabilizacji bezpieczeństwa w regionie pierwsza linia napięcia przebiega właśnie tutaj – przez państwa bałtyckie i Polskę – przypomina prof. Mieczysław Ryba. Dlatego decyzje muszą być podejmowane szybko. Do marszałka Sejmu trafił już projekt Prezydenta dotyczący SAFE 0 proc. Tymczasem ten subiektywną decyzją Włodzimierza Czarzastego nie będzie procedowany. Z kolei Karol Nawrocki ma czas do 20 marca na zajęcie stanowiska w sprawie unijnego SAFE.
Mechanizm SAFE polega na tym, że Bruksela emituje na rynkach kapitałowych obligacje, korzystając z bardzo wysokiego ratingu kredytowego na poziomie AAA. Dzięki temu pieniądz pozyskiwany przez Komisję Europejską jest znacznie tańszy niż ten, który wiele państw członkowskich byłoby w stanie zdobyć samodzielnie. Następnie środki z tych emisji trafiają do wspólnej puli i w formie pożyczek są przekazywane krajom Unii na finansowanie inwestycji obronnych. Całkowita pula sięga 150 mld euro. Z tej kwoty Polska ma otrzymać największą część, wynoszącą blisko 43,7 mld euro. Oprocentowanie jest bezpośrednio powiązane z kosztami zadłużenia UE, a więc z rentownością emitowanych obligacji. Na początku 2026 roku mówimy o poziomie 3-3,17 proc. w pierwszym roku.
Okres spłaty może sięgać nawet 45 lat, a pierwsza dekada to czas karencji, w którym państwa spłacają jedynie odsetki, bez konieczności oddawania kapitału. Dla budżetu oznacza to spore odciążenie w najbliższych latach, kiedy nakłady na modernizację armii są największe. Nie znaczy to jednak, że jest to instrument pozbawiony ryzyka. Oprocentowanie ma charakter zmienny, więc w sytuacji wzrostu stóp procentowych koszt obsługi długu może się zwiększyć. Pożyczka trafia również do statystyk długu publicznego, a wydatkowanie środków odbywa się w określonych ramach czasowych – projekty trzeba zrealizować w ciągu 5 lat.
Polska poza listą
Komisja Europejska prowadzi sprzedaż obligacji w ramach jednolitego programu finansowania UE. Dostęp do rynku pierwotnego mają wyłącznie instytucje należące do sieci Primary Dealer Network KE. To autoryzowane banki i firmy inwestycyjne, które uczestniczą w aukcjach, wspierają emisje syndykowane i zapewniają płynność na rynku wtórnym. Na nim obligacje można kupić już za pośrednictwem dowolnych brokerów, ale pierwszy kontakt z emisją zawsze przechodzi przez tzw. Primary Dealers. I tu pojawia się kłopotliwy szczegół. Na liście Primary Dealers nie ma żadnego polskiego banku czy podmiotu finansowego. Sieć dealerów obejmuje przede wszystkim największe banki z krajów tzw. starej UE – z Francji, Niemiec, Hiszpanii czy Włoch – oraz kilka instytucji z Europy Środkowej, takich jak Erste Group, Raiffeisen czy KBC. – Zbyt daleko posunięta prywatyzacja banków była błędem. W pewnym momencie ponad połowa sektora znalazła się w rękach zagranicznych właścicieli. Badania ekonomiczne wielokrotnie wskazywały, że w takiej sytuacji transmisja polityki pieniężnej może działać słabiej, bo banki reagują przede wszystkim na decyzje swoich central – akcentuje Gabriela Masłowska. I dzisiaj trudno się dziwić, że nie mamy żadnego bardzo dużego banku, który odgrywałby większą rolę w systemie finansowym UE.
Czy to przypadek? – Wystarczy przypomnieć, jak często w niemieckiej debacie publicznej pojawia się przekonanie, że nie wolno dopuścić do sytuacji, w której Polska stanie się zbyt silnym graczem w regionie. To nie są teorie spiskowe, tylko wypowiedzi, które padały wprost – wskazuje dr Gabriela Masłowska.
Za to bez problemu na tej liście znajdziemy europejskie oddziały wielkich banków amerykańskich: Goldman Sachs Bank Europe, J.P. Morgan SE, Morgan Stanley Europe czy BofA Securities Europe. Jeśli spojrzeć na strukturę geograficzną tej sieci, dominacja zachodnich rynków finansowych jest wyraźna. Niemcy mają w niej osiem-dziewięć instytucji, Francja sześć lub siedem, Hiszpania cztery, Włochy trzy. Pojawiają się również banki z Grecji, Irlandii, Austrii, Holandii czy krajów skandynawskich. – Warto to odnotować, ponieważ wskazuje pewien szerszy obraz europejskiej architektury finansowej. Nawet w programie, który w dużej mierze ma wzmacniać bezpieczeństwo wschodniej flanki, centrum operacji finansowej pozostaje w zachodnich metropoliach bankowych – zauważa prof. Sławomir Jankiewicz.
W dyskusji o SAFE pojawia się też wątek Komisji Europejskiej, która wzorem lat ubiegłych powinna wesprzeć Donalda Tuska. Bruksela wysyła do mediów anonimowe przecieki, z których możemy się dowiedzieć, że sytuację w Polsce określa jako „bałagan”, a także straszy możliwą utratą środków. – Widać, jak bardzo Brukseli zależy na tym, żebyśmy przystąpili do tego programu, tak by mieć na nas bacik na 45 lat – podnosi prof. Mieczysław Ryba.
Walka o pieniądze jeszcze przed nami – wraz z nową perspektywą finansową UE. Wówczas – choćby w ramach Europejskiego Funduszu Konkurencyjności (EFK) – kraje UE będą mogły ubiegać się o środki na zwiększenie potencjału obronnego. Dużo zależy od wartości wniosków składanych przez polskie podmioty. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to niemieckie firmy są faworyzowane w przydzielaniu funduszy. EFK jest nowym okrętem flagowym UE, którego celem jest wypełnienie ogromnej luki inwestycyjnej w porównaniu do USA i Chin, konsolidując około 14 programów w jeden instrument. Fundusz będzie oferował pożyczki i gwarancje, które mają „odblokować” prywatny kapitał dla europejskich firm.
W założeniu środki z funduszu będą dostępne dla wszystkich państw członkowskich, więc kluczowe staną się kryteria wyboru projektów. Doświadczenia z Funduszu Innowacyjnego pokazują, że faworyzuje się państwa o silnej polityce przemysłowej – 37 proc. środków od początku naborów w Funduszu trafiło do 3 państw: Niemiec, Hiszpanii oraz Szwecji, a 10 na 60 wielkoskalowych projektów z największym finansowaniem znajduje się w Niemczech. – Wielkie projekty finansowe zawsze są dokładnie zaplanowane – zarówno od strony politycznej, jak i biznesowej – podsumowuje dr Gabriela Masłowska.
